Oto kilka impresji. Chcialem napisac, ze bez komentarza, ale nie da sie ukryc: niektorzy naprawde cierpia..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kolejny blog i 2 z serii wyjazd gdzieś i nie wiadomo po co. Gdzie, to wskazuje tytuł, po co - wiadomo po dobrą zabawę i niezapomniane przeżycia. Mamy nadzieję że będziecie nam towarzyszyli od początku do końca wycieczki lub naszego końca. Żeby wszystkim było łatwiej za nami nadążyć to w kolejności alfabetycznej przedstawiamy uczestników wyprawy: Anka, Darek, Domi, Dominika, Grażyna, Iwona, Jacek, Kasia, Kasia M, Krzyś-Borek, Krzyś-Gluś, Łukasz, Marta, Marek, Tomek, Robert, Seba, Sonia.
Nie mogę nie skomentować, no po prostu NIE MOGĘ NIE! :-)
OdpowiedzUsuńNie jestem ekspertem, ale ja tu widzę typowy objaw starej filipińskiej choroby, niespotykanej od dawna, odkrytej w 1677 roku przez znanego lekarza, podróżnika i filantropa, którego nazwiska w tym momencie nie mogę sobie przypomnieć. Te objawy to początek, później będzie już tylko gorzej: zimne poty, drgawki, odwodnienie organizmu w skutek niewyobrażalnej sraczki. Kochani, jedyne co mogę Wam doradzić to położyć się do wyrka, pojednać z Bogiem i czekać na śmierć.
Ta choroba to z łac. Rumus Brakus Totalus.
Ponoć jest na to tylko jedno, jedyne lekarstwo, a można je znaleźć wśród lokalnej, filipińskiej ludności. Musicie się jednak spieszyć bo będzie po Was! Stańcie przez jakimś filipińskim egzemplarzem którejkolwiek płci, spójrzcie głęboko w oczy i tajemniczym szeptem powiedzcie: Tanduay...
Innego wyjścia nie widze. Sory.
:-)))
LUDZIE padam ze smiechu tutaj!
OdpowiedzUsuńNo tak szalonych jeszcze nie widzialam :)
Podoba mi sie!